O pieniądzach na polską obronność. „Inwestycje potrzebne właściwie wszędzie”
Według rządu w Warszawie, Polska może liczyć ze strony Unii Europejskiej na 20 miliardów euro w korzystnych kredytach na obronność. „Inwestycje potrzebne są właściwie we wszystko” – podkreśla analityk Mariusz Cielma. Zdaniem tutejszych polityków, m.in. wiceszefa MON Cezarego Tomczyka, Polska spodziewać się około 20 mld euro z instrumentu SAFE Unii Europejskiej w ramach niskooprocentowanego kredytu, […] Artykuł O pieniądzach na polską obronność. „Inwestycje potrzebne właściwie wszędzie” pochodzi z serwisu PCH24.pl.

Według rządu w Warszawie, Polska może liczyć ze strony Unii Europejskiej na 20 miliardów euro w korzystnych kredytach na obronność. „Inwestycje potrzebne są właściwie we wszystko” – podkreśla analityk Mariusz Cielma.
Zdaniem tutejszych polityków, m.in. wiceszefa MON Cezarego Tomczyka, Polska spodziewać się około 20 mld euro z instrumentu SAFE Unii Europejskiej w ramach niskooprocentowanego kredytu, który miałby zostać wydatkowany wewnątrz UE.
Ponadto ten obszar w Polsce ma zostać zasilony kolejnymi 30 mld zł z realizowanego ze środków unijnych Krajowego Planu Odbudowy; za przekierowaniem części tych środków do Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności opowiedział się we wtorek rząd.
Dokąd trafią pieniądze, które przez lata będziemy spłacać z naszych podatków?
Z funduszu finansowane mają być działania m.in. w zakresie modernizacji przemysłu obronnego, rozbudowy infrastruktury strategicznej oraz rozwoju innowacyjnych technologii obronnych. O ile ta pula pieniędzy ma zostać zatem wydana na inwestycje, nie jest jasne, jak zostaną spożytkowane środki z tanich kredytów SAFE.
Z jednej strony te środki również mogą zostać zainwestowane w zwiększenie zdolności produkcyjnych polskiego przemysłu obronnego, z drugiej zaś – na bezpośrednie zakupy sprzętu wojskowego, z tym zastrzeżeniem, by sprzęt ten pochodził z Europy (w tym także i z Polski). Obecnie trwają negocjacje między rządami państw członkowskich UE nad szczegółami instrumentu SAFE. Polskę reprezentuje w nich Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej.
Obecnie Warszawa nie kupuje wiele sprzętu w krajach Unii Europejskiej; kluczowi zagraniczni dostawcy to USA, Korea Południowa czy Wielka Brytania. Wyjątkiem jest Szwecja, gdzie polskie wojsko kupuje m.in. – uwaga – granatniki Carl Gustaf („Karol Gustaw”) czy samoloty rozpoznawcze Saaba.
Niemniej, wojsko wskazuje różnego rodzaju potrzeby, które wciąż nie zostały zaspokojone, a mogłyby zostać zrealizowane za pomocą sprzętu z Europy. To przede wszystkim kwestia zakupu nowych okrętów podwodnych w ramach programu „Orka”; ten zakup, jak wskazują wojskowi, jest absolutnie kluczowy dla przyszłych możliwości polskiej Marynarki Wojennej.
Zakup kilku – najprawdopodobniej trzech – okrętów podwodnych rozważany jest obecnie z kilku państw, w tym m.in. Włoch, Niemiec oraz Szwecji. Te trzy państwa odwiedził ostatnio wiceszef MON odpowiedzialny za zbrojenia Paweł Bejda. Zapoznał się on z ofertami poszczególnych producentów.
Inny sprzęt, który wojsko mogłoby kupić wewnątrz UE, to samoloty transportowe oraz powietrzne tankowce. O palącej potrzebie zakupu tych ostatnich wielokrotnie mówił m.in. Inspektor Sił Powietrznych gen. Ireneusz Nowak, który ocenił, że zakup kilku tego typu maszyn radykalnie zwiększyłby możliwości polskich F-16 i w przyszłości F-35.
Tego typu samoloty – jak również gamę samolotów transportowych, również potrzebnych polskiemu wojsku – produkuje i proponuje Polsce francusko-hiszpańsko-niemiecki Airbus, konkurując przede wszystkim z amerykańskim Boeingiem.
Obecnie nie wiadomo, jaki odsetek uzyskanych w ramach unijnego instrumentu środków Polska przeznaczy na zakupy, a jaki – na inwestycje. Według informacji radia RMF, właśnie z tych środków ma zostać sfinansowany zakup drogich okrętów podwodnych, ale także np. inwestycje związane z budową systemu fortyfikacji „Tarcza Wschód”.
Analityk Mariusz Cielma z Nowej Techniki Wojskowej ocenił w rozmowie z PAP, że unijne środki z pewnością mogłyby dać impuls do rozbudowy polskiej zbrojeniówki i rozwoju jej zdolności produkcyjnych.
Ekspert zwrócił m.in. uwagę, że jeszcze za poprzedniego rządu Polska Grupa Zbrojeniowa przygotowała program rozbudowy własnych zdolności produkcyjnych, który wyceniła na nieco ponad 10 miliardów złotych. – Jeżeli jest pytanie, ile potrzebuje nasza zbrojeniówka, to przynajmniej te ponad 10 mld zł – to jest ta potrzeba, która została jasno wskazana, i myślę, że spokojnie mogłaby znaleźć odzwierciedlenie w tych środkach finansowych, które UE zapewni – ocenił.
– Jeżeli ma to być taka unijna pożyczka na bardzo dobrych warunkach – to na pewno będzie korzystniejsze dla finansów publicznych niż jakakolwiek z rynku komercyjnego – ocenił Mariusz Cielma. – Potrzebujemy drugiej linii produkcji przeciwlotniczych pocisków Piorun, a także środków finansowych, które np. pozwolą na zwiększenie możliwości w wytwarzaniu wozów bojowych piechoty Borsuk – wskazał ekspert.
Rozmówca PAP zwrócił też uwagę na produkowane przez świętokrzyskie Mesko wyrzutnie przeciwlotnicze Piorun. Jak podkreślił, zwiększenie produkcji tego sprzętu jest kluczowe, gdyż jest to polski produkt eksportowy, sprawdzony w warunkach bojowych na Ukrainie, a zamówiony m.in. przez Łotwę, Estonię czy Norwegię.
– Obecnie nie da się już dużo więcej wycisnąć z tej linii, która produkuje nieco ponad tysiąc Piorunów rocznie, a chcielibyśmy sprzedawać je kolejnym krajom europejskim – dlatego także tu potrzebne są inwestycje – podkreślił analityk.
Jak dodał, na zastrzyku pieniędzy skorzystałyby zapewne nie tylko duże firmy, takie jak produkujące zamówione w tym tygodniu dla polskiej armii Borsuki Huta Stalowa Wola, ale także te mniejsze, zajmujące się np. produkcją poszczególnych podzespołów.
Z drugiej strony – jak podkreślił ekspert – polski przemysł ma duże problemy w dziedzinach takich, jak produkcja amunicji oraz jej komponentów, w tym także prochu. – Wąskim gardłem jest też produkcja ciężarówek dla wojska. Wojsko kupuje przede wszystkim od Jelcza, który też potrzebuje zwiększenia swoich zdolności produkcyjnych. Nie da się zabezpieczać tych dużych potrzeb wojska produkcją na poziomie 400 – 500 egzemplarzy rocznie – zauważył Mariusz Cielma.
– W zasadzie w każdym obszarze: od stoczni, po zakłady produkujące haubice i amunicję, są potrzeby zwiększenia produkcji, gdyż w wielu obszarach – jak właśnie w amunicji – jest ona po prostu bardzo skromna – ocenił. – Można i należy zainwestować w wiele rzeczy, nawet huty stali, bo potrzebne jest wszystko: od pancernej stali po różnego rodzaju zaawansowaną elektronikę – podsumował znawca tematyki zbrojeniowej.
Jednakże – jak przekonywał – „nie można patrzeć tylko z perspektywy przemysłu państwowego”. – Są takie firmy, jak Grupa Niewiadów, która uruchamia produkcję amunicji, np. w kalibrze 155 mm, ale jednocześnie jest tam świadomość tego, że bez wsparcia państwa na poziomie budowy zdolności do takiej produkcji będzie trudno to na dłuższą metę prowadzić – zauważył.
– Mamy też Grupę WB, która jest potentatem, ale z całą pewnością ma też jakieś wąskie gardła – dodał.
Analityk odniósł się też do kwestii finansowania prac badawczo-rozwojowych w dziedzinie obronności. – U nas często w tych pracach była – nie ukrywajmy – bieda, w dużej mierze finansowa – powiedział.
– Przez wiele lat, za kilkadziesiąt milionów złotych, z zaledwie jednym prototypem prowadziliśmy program Borsuka. To jest jeden z powodów, dla których to tyle trwało. Dopiero niedawno pojawiły się dodatkowe pieniądze, które sprawiły, że powstały cztery dodatkowe pojazdy – przypomniał.
Jak ocenił, potrzebny jest z jednej strony „szerszy strumień pieniędzy na badania i rozwój”, ale z drugiej także „świadomość tego, że takie projekty są rozbudowane i muszą trwać, a jednocześnie być realizowane w pewnej w skali, a nie np. w oparciu o jeden prototyp”.
– Mamy ambicje choćby rakietowe – chcielibyśmy produkować rakiety całkiem dużego zasięgu, a to jest dla nas coś nowego. Są prowadzone różne projekty nad silnikami, układami sterowania, są prowadzone rozmowy z partnerami zagranicznymi – tutaj duże kompetencje mają Francuzi – ale do tego wszystkiego potrzeba pieniędzy – powiedział ekspert.
Niemniej – jak ocenił – unijne projekty dofinansowania europejskiej obronności należy traktować raczej jako „gaszenie pożarów”, mniej niż jako inwestycje w projekty, które będą mogły dać owoce dopiero za kilka lat.
Przygotowane przez KE propozycje opierają się przede wszystkim na wydaniu zmobilizowanych na europejską obronność pieniędzy w Europie, tj. przede wszystkim u europejskich producentów sprzętu. Wyjątkiem mają być w pewnych obszarach zakupy i inwestycje dokonywane wspólnie z krajami partnerskimi, takimi jak Wielka Brytania czy Turcja, a także zakup sprzętu niedostępnego na europejskim rynku, np. zaawansowanych systemów z USA.
W ubiegłym roku na obronność ze środków budżetowych Polska wydała niecałe 120 mld złotych. Do tego doliczyć należy środki z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, przeznaczone na modernizację armii i oparte w dużej mierze o instrumenty dłużne; z tego źródła na siły zbrojne trafiło dodatkowych ok. 30 mld zł. Plany na obecny rok zakładają wydanie na obronność 4,7 proc. polskiego PKB, co przełożyć się ma na ok. 190 mld zł.
Źródło: PAP
RoM
Artykuł O pieniądzach na polską obronność. „Inwestycje potrzebne właściwie wszędzie” pochodzi z serwisu PCH24.pl.