Trump wywraca światowy handel. Jaka jest pozycja Polski i UE na froncie wojny celnej?
Donald Trump, dotrzymał obietnicy i wprowadził szeroko zakrojone cła na importowane towary, w tym 20 proc. na produkty z Unii Europejskiej. Te posunięcia, określane przez Trumpa jako "deklaracja niepodległości gospodarczej" i "dzień wyzwolenia" Ameryki, wywołały natychmiastową reakcję ze strony UE, która zapowiada odwet i ochronę swoich przedsiębiorstw. Jak te globalne zmiany wpłyną na Polskę, silnie powiązaną z europejskimi łańcuchami dostaw oraz czy cła w ogóle mają sens?

Nowe amerykańskie taryfy obejmują praktycznie wszystkie państwa. Podstawowa stawka wynosi 10 proc. Część państw obłożona jest jedna wyższymi cłami, i tak dla UE stawka ma wynosić 20 proc. Nowe cła obejmują niemal wszystkie importowane produkty. – Wyjątkiem są wyroby ze stali i aluminium oraz samochody, na które obowiązuje oddzielne cło w wysokości 25 proc. oraz nieliczne inne wyjątki (miedź, leki, półprzewodniki, wyroby drzewne, wybrane minerały). Wszystkie pozostałe towary importowane z UE zostaną objęte nowymi taryfami, które – według zapowiedzi Trumpa – mają wynosić 20 proc. i zacząć obwiązywać 9 kwietnia – mówi Michał Koleśnikow, kierownik Zespołu Analiz Sektorowych z Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO BP.
Jak przekonuje Michał Dybuła – główny ekonomista Banku BNP Paribas, w krótkim, a też być może w dłuższej perspektywie może zwiększyć się podaż na rynku europejskim dóbr, które nie będą sprzedawane w USA. – Przy niezmienionym krótkoterminowo popycie, wzrost podaży spowoduje spadek cen, o ile Europa nie wprowadzi ceł odwetowych. Wówczas mogłoby to spowodować wzrost cen towarów obłożonych cłami i ogólny – niższy wzrost na świecie – tłumaczy analityk.
"Europa jest gotowa odpowiedzieć"
Szefowa Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, w ostrych słowach skomentowała decyzję Waszyngtonu. – Powszechne cła ogłoszone przez USA są poważnym ciosem dla przedsiębiorstw i konsumentów na całym świecie. Europa jest gotowa odpowiedzieć – oświadczyła. Zapowiedziała przy tym wprowadzenie działań odwetowych. – Finalizujemy pierwszy pakiet środków zaradczych w odpowiedzi na cła na stal, a teraz przygotowujemy się do dalszych środków zaradczych w celu ochrony naszych interesów i naszych firm, jeśli negocjacje zakończą się niepowodzeniem – podkreśliła von der Leyen. Dodała, że pomimo gotowości do odpowiedzi, UE nadal jest otwarta na negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi w celu usunięcia barier w handlu transatlantyckim.
– Unia Europejska najprawdopodobniej wprowadzi cła odwetowe – np. na artykuł żywnościowe, alkohole, samoloty cywilne i inne produkty importowane z USA. Dodatkowo Unia może wprowadzić mechanizmy finansowe, wspierające europejski przemysł, w tym na przekierowanie eksportu na poza amerykańskie rynki. Ponadto UE może zintensyfikować działania na rzecz ograniczenia barier handlowych z innymi podmiotami, mam tutaj na myśli choćby umowę o wolnym handlu z Mercosur – tłumaczy Dybuła.
Polska pod lupą ceł
Michał Koleśnikow zwraca uwagę na silne powiązania polskiej gospodarki z niemiecką. Choć Stany Zjednoczone nie są bezpośrednio najważniejszym partnerem handlowym Polski (około trzy proc. polskiego eksportu trafia do USA), to jednak pośrednio ten kraj jest kluczowym odbiorcą polskiej wartości dodanej. – Nasz bezpośredni eksport do USA nie jest duży. Głównie obejmuje przemysł lotniczy, maszyny czy surowce, jak miedź. Jednak pośrednie powiązania są znacznie większe. Polskie firmy dostarczają komponenty do niemieckich maszyn, urządzeń czy samochodów, które trafiają do Stanów. Jeśli amerykański popyt na nie spadnie, ucierpią też polskie przedsiębiorstwa dostarczające części czy te z sektora transportowego – mówi.
Wprowadzone cła mogą znacząco zakłócić istniejące łańcuchy dostaw, szczególnie dla produktów składających się z wielu komponentów pochodzących z różnych krajów, takich jak samochody, maszyny, urządzenia elektryczne i elektroniczne – wyjaśnia Koleśnikow. Istnieje obawa, że eksport europejskich samochodów do USA może znacząco spaść ze względu na wzrost cen.
Co powinni zrobić producenci i eksporterzy?
W obliczu nowych ceł, europejscy i polscy producenci będą musieli dostosować swoje strategie. W najbliższej perspektywie czasu, najprostszym rozwiązaniem może być skierowanie większej ilości towarów na rynek unijny. – W krótkim okresie najprostszym rozwiązaniem będzie skierowanie produktów na rynek unijny, który jest naturalnym miejscem zbytu dla naszych producentów, w tym dóbr FMCG – sugeruje Michał Koleśnikow. Jednak utrata tak ważnego rynku jak USA, szczególnie dla producentów dóbr takich jak kosmetyki, wina, sery, wysokogatunkowe wędliny, oliwa czy alkohol wysokoprocentowy (w tym polski) nie będzie łatwa do zrekompensowania. – Nagła utrata takiego rynku jak USA nie jest czymś, co da się łatwo zastąpić. Nie da się po prostu przekierować całego eksportu na inne rynki z dnia na dzień – dodaje. W dłuższej perspektywie firmy mogą poszukiwać alternatywnych rynków zbytu poza UE, ale jest to proces czasochłonny i wymagający zasobów. Nieco bardziej skomplikowana może być sytuacja producentów dóbr kapitałowych – maszyn czy pojazdów.
Podobne rozwiązanie sugeruje Michał Dybuła. – W niektórych branżach możliwe będzie przekierowanie produkcji na inne, w tym europejskie rynki – w związku choćby z programem ReArm Europe oraz zapowiadanym w Niemczech impulsie fiskalnym przeznaczonym na inwestycje w infrastrukturę. Skorzystać mogą firmy zarówno produkujące dobra kapitałowe, zaopatrzeniowe, oraz maszyny i urządzenia oraz części do nich – tłumaczy analityk.
Z kolei jak sugeruje eksporterzy, dla których rynek amerykański jest kluczowy, są zmuszeni obniżać ceny. – Jednym z działań, jakie mogą podjąć unijni eksporterzy jest obniżenie cen i marż, by utrzymać udziały rynkowe czy też zwiększyć inwestycje w USA (by wciąż produkować na tamtejszy rynek) – mówi Dybuła.
Cła odwetowe i sojusze handlowe
W odpowiedzi na amerykańskie cła, Unia Europejska najprawdopodobniej wprowadzi opłaty odwetowe na amerykańskie produkty. Na pierwszej liście w odpowiedzi na cła na stal i aluminium znajdują się m.in. towary spożywcze, takie jak wołowina, mięso drobiowe, whisky, migdały czy pistacje, ale również wyroby ze stali, tekstylia, AGD czy motocykle. – Unia nie może pozostawić tych działań USA bez odpowiedzi. Wszystko wskazuje na to, że nałoży cła odwetowe na amerykańskie produkty – komentuje Koleśnikow. Wprawdzie zwiększy się prawdopodobnie presja towarów z innych części świata na rynek unijny, ale powstawanie nowych sojuszy handlowych i dogadywanie się z innymi krajami, powinny być odpowiedzią na protekcjonistyczne działania Stanów Zjednoczonych. Unia powinna wykorzystywać tę sytuację, by umacniać współpracę wewnątrzunijną czy z innymi partnerami, co może dać USA do myślenia – uważa Koleśnikow.
Deglobalizacja i przyszłość handlu
Wprowadzenie ceł przez USA może przyczynić się do trendu deglobalizacji, prowadząc do bardziej rozdrobnionego środowiska handlu światowego, zakłócenia łańcuchów dostaw i zmniejszenia zaufania między krajami – twierdzą eksperci GlobalData. – Cła zwiększają niepewność. W obliczu potencjalnych sporów handlowych i zmniejszonego wzrostu gospodarczego na świecie na horyzoncie może to zniechęcić do inwestowania w międzynarodowe operacje biznesowe. Firmy mogą stać się bardziej niechętne do angażowania się w handel transgraniczny, przyczyniając się do spadku globalnej integracji gospodarczej, co może ostatecznie doprowadzić do rozłączenia niektórych łańcuchów dostaw i deglobalizacji niektórych rynków – komentuje Fahima Omer z GlobalData.
Z perspektywy konsumenta sytuacja nie jest jednoznaczna. Niektóre towary, zwłaszcza produkty spożywcze czy kosmetyki z wyższej półki, mogą potanieć w Europie w wyniku ograniczenia eksportu do USA. Jednak część produktów zdrożeje ze względu na nałożone cła odwetowe. Michał Koleśnikow radzi konsumentom zachować spokój i unikać paniki, ceny niektórych towarów mogą się mocno zmienić, ale część podrożeje, część potanieje.
Czy cła mają sens?
Jak wyjaśnia główny ekonomista Banku BNP Paribas, wprowadzanie ceł może nie przynieść oczekiwanych skutków. – Podobna sytuacja miała miejsce w latach 2018-2019, kiedy to Donald Trump wprowadził cła na import towarów z Chin. Wówczas doprowadziło to do spadku roli Chin jako dostawcy amerykańskiej gospodarki, jednak ani nie spowodowało wyraźnego ograniczenia dynamiki importu ogółem, ani też nie skutkowało poprawą salda w bilansie handlowym USA, na co liczył ówczesny amerykański prezydent. Według badaczy wówczas nałożone cła były jednym z istotnych czynników podwyższających ceny dóbr konsumpcyjnych w Stanach Zjednoczonych – tłumaczy.
Do tego, według Michała Koleśnikowa, obecne działania administracji USA prowadzą do izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych. – Wygląda na to, że Amerykanie chcą produkować wyłącznie na swój rynek wewnętrzny, ponieważ ceny uwzględniające koszty produkcji w Stanach nie będą atrakcyjne na globalnym rynku – mów ekspert.
Polski Instytut Ekonomiczny wskazuje, że w zależności od dalszego rozwoju sytuacji, najbardziej dotknięte amerykańskimi cłami mogą zostać sektory: górnictwo i wydobycie, usługi sektora transportowego oraz sektor motoryzacyjny. Spadek eksportu w tych branżach może wynieść od 1,5 proc. do 4 proc., zwłaszcza w scenariuszach ostrej wojny handlowej między USA a UE. Górnictwo może ucierpieć ze względu na wykorzystanie węgla koksującego w produkcji stali, na którą nałożono cła. Ograniczenie wymiany międzynarodowej negatywnie wpłynie na usługi transportowe, a sektor motoryzacyjny odczuje cła na samochody oraz spadek popytu na komponenty.