Krzysztof Pawiński, Maspex: Inwestujemy w trudnych czasach, gdy wróci koniunktura konsumencka, będziemy gotowi
Podczas debaty ‘Koniec prostych wzrostów! Nowa normalność w handlu FMCG — scenariusze i wyzwania‘, Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex, odnosił się do sytuacji gospodarczej i geopolitycznej, ujawniał też strategię rozwoju firmy na najbliższe lata.

Krzysztof Pawiński, Maspex, skomentował podczas debaty ‘Koniec prostych wzrostów! Nowa normalność w handlu FMCG — scenariusze i wyzwania‘, poczynania konfrontacyjne prezydenta Donalda Trumpa i rozpętaną przez obecną administrację USA wojnę celną. Zapytany o potencjalny wpływ tych działań na polski biznes, odpowiedział:
- Jest takie niedowartościowane słowo: nie wiem. Trafia do mnie strumień informacyjny, w którym próbuję się odnaleźć, ale to, co do mnie dociera, budzi obawy. Jestem handlowcem, transakcyjność jest dla mnie rzeczą naturalną, ale nie sądziłem, że wszystko można tak traktować. W 1945 r. handlowano Polską, teraz handluje się Ukrainą, i jest to przykre.
Jak zaznaczył przedsiębiorca, obecnie z punktu widzenia naszego biznesu najważniejsza jest kwestia bezpieczeństwa. – Mieliśmy dwa dobre momenty – biznes rosyjski sprzedaliśmy w lipcu 2021 roku, a dwa dni przed wojną dokonaliśmy przejęcia dużego biznesu alkoholowego (CEDC – red.). Jesteśmy przekonani, że obecnie jest dobry moment na biznes w naszej części Europy.
Polska i Rumunia to biznesowe huby Maspexu
– Jesteśmy na rynku rumuńskim od roku 1997, mamy tam duży, miliardowy biznes. To bardzo ważny rynek, ponieważ z punktu widzenia branży spożywczej kluczowa jest wielkość populacji i liczba konsumentów. W tym regionie po rynku polskim, który ma 38 milionów potencjalnych konsumentów, drugi największy jest rynek rumuński z 20 milionami konsumentów – to duży potencjał, który można eksplorować – kontynuował Krzysztof Pawiński.
Nie ma powrotu do Rosji
Uczestnik debaty uważa, że Maspexowi udało się dobrze wykorzystać koniunkturę, z jaką mieliśmy do czynienia przed pandemią. Skomentował też wycofanie się z rynku rosyjskiego i zapowiedział, że nie widzi szans na powrót. – Wojna w Ukrainie kiedyś się skończy, jednak w moim przekonaniu zawarcie pokoju nie będzie oznaczać dla nas powrotu na rynek rosyjski, nie po to sprzedaliśmy tamten biznes, żeby teraz wracać. Ciężko pracowaliśmy, a potem utraciliśmy gigantyczną część generowanego tam zysku. Ale cóż, liżemy rany i idziemy do przodu - wyjaśniał.
– Zbyt wiele razy płaciłem dobrymi emocjami za nadzieję rozwoju na tamtejszym rynku – byliśmy tam mniej więcej od 1991 r., postawiliśmy tam dwa zakłady i oba musieliśmy sprzedać. Na początku zarabialiśmy pieniądze, potem tylko traciliśmy i płaciliśmy. Ja już tam nie chcę wracać. Nadzieje i dobre emocje przepadły. Nie zamierzam powtarzać błędów – zapewnił.
Trudne czasy to dobry moment na inwestycje
Zdaniem Pawńskiego jest wiele innych dobrych miejsc do inwestowania. – Europa Środkowa jest bardzo perspektywicznym rynkiem, a czas na inwestycje jest wbrew niektórym opiniom bardzo dobry. Tak się składa, że w czasach trudnych inwestycje są relatywnie najtańsze. W ciągu tych dwóch lat zamierzamy wydać ponad miliard złotych na inwestycje w infrastrukturę – duże centra logistyczne, nowe linie produkcyjne, magazyny – gdy wszyscy inni wstrzymują się z nakładami, koszty spadają – wyliczał.
– Uważam, że ten miliard może być obecnie wydany najbardziej sensownie. Gdy przyjdzie odbicie – a po 35 latach w biznesie wiem, że koniunktura zawsze faluje, są dołki i górki – będziemy dysponowali odpowiednimi mocami produkcyjnymi, potencjałem operacyjnym. Dlatego bardzo intensywnie inwestujemy, przede wszystkim w Polsce i Rumunii – kontynuował i podsumował:
– Obecnie trochę jeszcze brakuje na uśmiechu, radości, konsumenci wciąż mają problem z przyzwyczajeniem się do nowych cen, nowej rzeczywistości gospodarczej. Jak jednak wspomniałem, dawne czasy już nie wrócą. Gdy wszyscy zaakceptujemy mentalnie nową rzeczywistość, przyjdzie następna górka, a my już tam będziemy na nią czekać.