
Naukowcy odkryli właśnie, że mamy go w ślinie. Przedostaje się do niej z gum do żucia, które zawierają go w sporych ilościach. Producenci dodają go, by uzyskać lepszą teksturę, elastyczność i na dłużej zatrzymywać w gumie aromat. Chodzi o mikroplastik, który ma fatalny wpływ na nasze zdrowie.
Mikroplastik, czyli cząsteczki plastiku o średnicy poniżej 5 milimetrów, pochodzą z degradacji plastiku. Może on dostawać się do naszego organizmu na wiele sposobów. Najczęściej spożywamy go z żywnością i wodą, ale możemy go również wdychać z powietrzem.
O tym, że gromadzi się on w naszym mózgu, potwierdziły niedawno wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetów w Ottawie i Toronto, a opublikowanych w "Nature Medicine". Teraz pojawiły się kolejne doniesienia.
Żujesz gumę? Błąd, tak dostarczasz plastik do śliny
Wyniki badania pilotażowego, przeprowadzonego na University of California w Los Angeles oraz zaprezentowane na spotkaniu American Chemical Society w San Diego wykazały, że żucie zaledwie jednego kawałka gumy może uwolnić setki do tysięcy mikroplastiku do śliny. Winne są polimery, substancje chemiczne, z których składa się mikroplastik.
To właśnie te substancje dodaje się do gumy do żucia, aby uzyskać lepszą jej teksturę, elastyczność i zatrzymywanie smaku.
Jak przebiegało badanie? Naukowcy poprosili osoby uczestniczące w badaniu o żucie gumy przez 20 minut, a w tym czasie badacz co 30 sekund zbierał wydzieloną ślinę do probówki. Tak, aby sprawdzić, po jakim czasie ile mikroplastiku uwalnia się do śliny.
Następnie uczestnik przepłukiwał usta trzy do pięciu razy wysoko oczyszczoną wodą, a badacze znów sprawdzali ślinę, aby ocenić czy cały mikroplastik w ustach został usunięty, a jeśli nie, ile go zostało.
Aby zidentyfikować rodzaje i ilość mikroplastików w gumie, autorzy zastosowali różne metody filtracji i analizy chemicznej.
Co pokazały wyniki badań amerykańskich naukowców?
Analiza wykazała, że zaledwie 1 gram gumy do żucia uwolnił średnio około 100 mikroplastików, a guma waży zwykle więcej. Ponadto, aby 94 proc. mikroplastików dostało się do śliny, wystarczyło pierwsze osiem minut żucia.
W ślinie obecne były cztery rodzaje syntetycznych polimerów, które obecne są również w pojemnikach plastikowych.
Dodatkowo narzędzia analizy chemicznej zastosowane w badaniu nie mogły zidentyfikować cząstek mniejszych niż 20 mikrometrów, co oznacza, że w gumie mogą się znajdować również mniejsze mikro- oraz nanoplastiki.
Na wyniki badań zareagowała niemal natychmiast National Confectioners Association, grupa handlowa, zrzeszająca firmy produkujące i sprzedające gumę do żucia.
"Guma jest bezpieczna do spożycia, tak jak było przez ponad 100 lat. Bezpieczeństwo żywności jest najważniejszym priorytetem dla amerykańskich firm cukierniczych, a nasze firmy członkowskie używają wyłącznie składników dopuszczonych przez FDA" (amerykańska Agencja Żywności i Leków – przyp. red.) – poinformowała grupa National Confectioners Association.
Dr. David Jones z University of Portsmouth powiedział, że niektóre organizacje przyjęły stanowisko, że obecność mikroplastiku w żywności i wodzie nie powinno być powodem do niepokoju, ponieważ nie ma na to wystarczających dowodów.
"To jest całkowicie niewłaściwe podejście. Powinniśmy definitywnie uznać, że mikroplastik nam szkodzi oraz inwestować w badania, aby zrozumieć, jak wpływa to na nasze zdrowie. Tylko to umożliwi nam zapobieganie negatywnym konsekwencjom zdrowotnym obecności mikroplastiku" – dodał.
Pisząc powyższy tekst, korzystałam m.in. z informacji portalu CNN Health.