Adrian Bogucki o odejściu ze Śląska: Żyłem w zawieszeniu od stycznia

– Uważam, że szczęście jest bardzo istotnym elementem. Nie chodzi tylko o granie w wielkich klubach i zarabianie dużych pieniędzy, a o bycie zadowolonym. Jak nie ma tej satysfakcji i uśmiechu, to później wszystko jest wywrócone do góry nogami. W życiu sportowym, ale także w prywatnym – mówi Adrian Bogucki, zawodnik AMW Arki Gdynia. Karol […] Artykuł Adrian Bogucki o odejściu ze Śląska: Żyłem w zawieszeniu od stycznia pochodzi z serwisu Z Krainy NBA.

Kwi 5, 2025 - 16:12
 0
Adrian Bogucki o odejściu ze Śląska: Żyłem w zawieszeniu od stycznia

– Uważam, że szczęście jest bardzo istotnym elementem. Nie chodzi tylko o granie w wielkich klubach i zarabianie dużych pieniędzy, a o bycie zadowolonym. Jak nie ma tej satysfakcji i uśmiechu, to później wszystko jest wywrócone do góry nogami. W życiu sportowym, ale także w prywatnym – mówi Adrian Bogucki, zawodnik AMW Arki Gdynia.

Karol Wasiek: Oprócz 18 zdobytych punktów w zwycięskim meczu z PGE Spójnią dostrzegłem uśmiech na twojej twarzy. Jego w ostatnim czasie – podczas występów w Śląsku Wrocław – nie widzieliśmy.

Adrian Bogucki, zawodnik AMW Arki Gdynia: To prawda. Mogę przyznać, że od samego początku czuję się tu komfortowo. Zarząd klubu, trenerzy, koledzy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Cieszę się, że mogę tu z każdym porozmawiać. Uważam, że szczęście jest bardzo istotnym elementem. Nie chodzi tylko o granie w wielkich klubach i zarabianie dużych pieniędzy, a o bycie zadowolonym. Jak nie ma tej satysfakcji i uśmiechu, to później wszystko jest wywrócone do góry nogami. W życiu sportowym, ale także w prywatnym. Choć ze Śląskiem zdobyłem swój pierwszy tytuł w PLK.

W jakich okolicznościach odszedłeś ze Śląska Wrocław?

Prawda jest taka, że już w styczniu odbyłem pierwszą rozmowę z prezesem Michałem Lizakiem – w obecności mojego agenta – na temat ewentualnego odejścia. Wtedy dostałem jasną informację: “jeśli pojawi się dla ciebie ciekawa oferta na rynku, to masz zielone światło na odejście”. Od tego czasu były różne zapytania, ale bez większych konkretów.

W trakcie 1-ligowego spotkania z Resovią dostałem kilka telefonów od prezesa Wołoszyna, pisał także Adam Hrycaniuk. Na szybko sprawdziłem o co chodzi, bo Arka nie była wcześniej w gronie zainteresowanych zespołów. Wszedłem na Facebooku i z komentarzy dowiedziałem się, że w trakcie meczu z Dzikami urazu nabawił się Stefan Djordjević.

Zadzwoniłem do prezesa Wołoszyna i bardzo szybko ustaliliśmy warunki porozumienia. Byłem zdecydowany na grę w Arce Gdynia. Mogę zdradzić, że prezesowi zależało na moim występie w Słupsku, ale nie udało się.

Bo musiałeś zagrać – w ramach umowy – w meczu w Bydgoszczy?

Tak.

W lutym – po meczu w Sopocie – rozmawiałem z Błażejem Kulikowskim, który powiedział mi, że gra w I lidze była dla niego lekkim „policzkiem”. Jakie było twoje podejście?

Ja chciałem pomóc trenerowi Popiołkowi, którego znam od kilku lat. Byliśmy razem w Radomiu i w Bydgoszczy. Dostałem zapytanie od prezesa, czy mógłbym zejść do I ligi i pomóc. Ja jestem taki, że jeśli kogoś znam, to chętnie mu pomogę. Mam nadzieję, że chłopacy się utrzymają na poziomie I ligi. W sobotę mają bardzo ważny mecz z Tychami. Będę trzymał za nich kciuki. W tym zespole było sporo znajomych twarzy – m.in. syn mojego trenera z 3×3 – Oskar Hlebowicki.

Powiedziałeś, że pierwsza rozmowa nt. ewentualnego odejścia odbyła się na początku listopada. Jak żyć w takiej niepewności i w zawieszeniu przez dłuższy czas?

Bardzo źle. To negatywnie na mnie wpływało. To było na zasadzie: “wiesz, że możesz odejść w każdej chwili, ale nigdy nie wiesz, kiedy to może nastąpić”. Ja jestem taką osobą – i możesz o to zapytać trenerów Śląska – że zawsze pracowałem na 100 procent swoich możliwości. Nie mam sobie nic do zarzucenia pod kątem etyki pracy i profesjonalizmu. Nie było momentu, że miałem po prostu “wywalone” na wszystko. Chciałem pomóc zespołowi i kolegom, by ci na treningach stawali się lepszymi.

Treningi treningami, ale na meczach byłeś głównie statystą…

To było bardzo demotywujące. Zwłaszcza że w zeszłym sezonie byłem jednym z lepszych Polaków w tej lidze. Byłem bardzo wkurzony, bo trenowałem cały tydzień ciężko, by otrzymać kilka minut w meczu. Później już nie wiedziałem, czy to chodziło o kwestie sportowe czy pozasportowe. Teraz już mnie to nie obchodzi. Jestem zawodnikiem Arki Gdynia i to jest najważniejsze.

Miałeś dwuletni kontrakt ze Śląskiem Wrocław. Początkowo mówiło się o wypożyczeniu, ale finalnie zrezygnowałeś z drugiego roku umowy. Dlaczego?

To była wspólna decyzja obu stron. Uznaliśmy, że nie był to udany rozdział dla obu stron i należy się rozstać, nawet mimo ważnej umowy. Wiem, że trener Joncevski ma opcję powrotu na kolejny sezon. Więc wróciłbym do Śląska i bym nie grał? To bez sensu. Dla mnie ważniejsze jest granie i bycie w miejscu, w którym ludzie mnie chcą. Chcę cieszyć się grą w koszykówkę. To przekłada się na inne kwestie – także pozasportowe.

Kibice mówią, że Adrian Bogucki nie jest graczem do klubów, które grają o wysokie cele. Wymieniają Anwil i Śląsk. Czy ty zgadzasz się z takimi opiniami? Czy mogłeś w Śląsku więcej pokazać? Jesteś sam sobą rozczarowany?

Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo gdy miałem rolę w drużynie za czasów trenera Rajkovica to nie wyglądało to źle, ale za to my jako zespół wyglądaliśmy średnio, zwłaszcza w ataku i trudno nam było po prostu być ze sobą – mam na myśli zawodników – na tzw. przysłowiowej jednej stronie, żeby szło wszystko jak po sznurku. Później, gdy przyszedł nowy trener, to też pokazałem w kilku meczach, że jak mam minuty, to potrafię pokazać się z dobrej strony.

Myślałem, że po meczu z Legią, który wygraliśmy u siebie pójdzie wszystko w dobrym kierunku, ale niestety tak nie było i później za dużo już nie mogłem pokazać na boisku i zostało wspieranie kolegów z ławki.

Jeśli chodzi o Anwil to nie mam na co narzekać. Był to mój pierwszy większy klub w Polsce, który pokazał mi co to prawdziwa koszykówka. Miałem wtedy 19-20 lat. Mogłem dużo wynieść z tego sezonu. Szkoda tylko, że był to sezon covidowy i nie mogłem zagrać w koszulce Anwilu przy pełnej publiczności w Hali Mistrzów, gdzie panuje kapitalna atmosfera do gry w koszykówkę. Jedna z najlepszych w Polsce. Nie jestem bardzo rozczarowany, bardziej podchodzę do tego w ten sposób, że każda taka sytuacja jest lekcją, co należy poprawić. Pewnych innych sytuacji się po prostu nie przeskoczy i trzeba iść dalej i pokazać na co cię stać.

Arka to twoje miejsce?

Na to wygląda. Bardzo lubię ten klub i ludzi w nim pracujących. Chciałbym zostać w Arce na kilka kolejnych lat. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Ciekawostką jest fakt, że z Nemanją Nenadiciem, z którym świetnie współpracowałeś w pierwszym meczu, mogłeś grać w Śląsku Wrocław.

Wiem o tym. Nawet wiem, dlaczego do tego nie doszło, ale to zostawię dla siebie.

Czy działacze Śląska Wrocław zrobili dobrze, rezygnując z usług Adriana Boguckiego?
169 użytkowników już oddało swój głos Ankieta
  • Tak
  • Nie
  • Tak
    89 głosów
  • Nie
    80 głosów
Wczytywanie…

Artykuł Adrian Bogucki o odejściu ze Śląska: Żyłem w zawieszeniu od stycznia pochodzi z serwisu Z Krainy NBA.