À propos smogu
Pismo to aż i zaledwie 96 stron. Czującym niedosyt przynoszę polecenia tekstów kultury, które najlepiej uzupełniają temat przewodniego tekstu numeru – à propos snów.


RysunekAnna Głąbicka
Na ścianie obok biurka zawiesiłam kartkę z kalendarza, na której widnieje napis „Oddech. Najstarsze spa na świecie”. Miała mi przypominać o najlepszym i jednocześnie najprostszym remedium na stres i kryzys twórczy. Wdech–wydech jako zawsze skuteczny proces przywracania równowagi. W miarę pracy nad tym numerem „Pisma” zaczęłam jednak podawać ozdrowieńczy wpływ tej strategii w wątpliwość. Według wszelkich dostępnych danych powietrze w Polsce wciąż osiąga jeden z najwyższych stopni zanieczyszczenia w Europie. Choć w ostatnich latach udało nam się ograniczyć poziom smogu nawet kilkukrotnie, nadal znacząco przekraczamy jego dopuszczalne normy. Wdech–wydech brzmi więc dobrze tak długo, jak długo nie myślimy o tym, co właściwie wdychamy. Tylko czy tak się w ogóle da żyć?
Podobne pytanie zadał sobie Jonathan Safran Foer, autor książkiKlimat to my. „Przestań kłaść nacisk na poczucie nadziei” – mówi mu wewnętrzny głos. „Ale to mobilizujące” – odpowiada swojej duszy Foer. „Jasne, kiedy czujesz się pełen nadziei. Ale jeśli nie jesteś ignorantem lub nie masz złudzeń co do zmian klimatu, to przez większość czasu nie będziesz żywić nadziei” (przeł. Andrzej Wojtasik) – puentuje smutno jego dusza. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że myśl Foera odpowiada temu, o czym –jak wspomina w swoim felietonie Magda Bigaj– pisali Joanna Macy i Chris Johnstone w kontekście „aktywnej nadziei”. Oto punkt drugi ich strategii dochodzenia do działania w obliczu tak potężnej rewolucji, jak zmiany klimatu: przeżycie wszelkich trudnych uczuć związanych z nieodwracalnością wprawionych już w ruch procesów. Zdrowe wkurzenie się na to, że wdech–wydech może budzić jakiekolwiek obawy.
By nie popaść więc w fatalizm, zbierając polecenia na temat smogu, postanowiłam, podobnie …