
Rośnie presja na Niemcy, aby zajęły stanowisko w sprawie wysłania oddziałów pokojowych do Ukrainy. Berlin zabrał głos.
Minister obrony Niemiec Boris Pistorius nie wykluczył udziału Niemiec w ewentualnych europejskich siłach pokojowych w Ukrainie. Uważa jednak, że dyskusja na ten temat jest przedwczesna. "Ani kanclerz, ani ja nigdy tego nie wykluczyliśmy. Wręcz przeciwnie, obaj powiedzieliśmy, że nie nadszedł jeszcze czas, by publicznie o tym dyskutować" – powiedział polityk socjaldemokratycznej SPD na antenie radia Deutschlandfunk.
"Sensowne i zabezpieczone"
Jako największy partner NATO w Europie Niemcy "będą uczestniczyć w każdym sensownym działaniu na rzecz pokoju". "Z naciskiem na sensowne i zabezpieczone" – wyjaśnił Boris Pistorius.
Dopóki nie jest jasne, że Niemcy będą zaangażowane w proces pokojowy, nie będzie on (Pistorius) "wykładał Donaldowi Trumpowi czy Władimirowi Putinowi na stół, co jest gotów zrobić, a czego nie" – podkreślił minister obrony Niemiec. Nie można gwarantować pokoju dla Ukrainy bez zdolności odstraszających USA wobec Rosji – dodał
Przedwczesne oświadczenia
Szef niemieckiego MON przyznał, że jest "zirytowany" przedwczesnymi oświadczeniami niektórych sojuszników na plan pokojowy prezydenta USA Donalda Trumpa. Chodzi m.in. o reakcję premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera, który powiedział, że jego kraj jest "gotowy i chętny" do wysłania żołnierzy do zaatakowanej przez Rosję Ukrainy. Również Holandia i Szwecja były otwarte na ten pomysł. Debata została zainicjowana przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona.
Potrzebna jest jedność, a nie zostanie ona osiągnięta na rynkach Europy, ale raczej w salach konferencyjnych, gdzie prowadzony jest rozsądny dialog – powiedział Boris Pistorius. Przyznał, że jest "poirytowany faktem, że wszyscy Europejczycy pędzą naprzód i mówią, co są gotowi zrobić, a czego nie".
Podobnie zareagował kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Po wtorkowym (18.02.2025) szczycie w Paryżu w sprawie Ukrainy po raz kolejny odrzucił dyskusję o europejskich siłach pokojowych jako "całkowicie przedwczesną". – Jestem nawet trochę zirytowany tymi debatami. Mówię to szczerze – skomentował Scholz.
Opracowanie: (DPA/dom) Katarzyna Domagała-Pereira